Tagi

, ,

Mój pierwszy tusz do rzęs, który podkradałam siostrze tak długo, aż mi go oddała, pochodził z Astora. Może stąd sentyment do tej marki i może dlatego, od czasu do czasu, wciaż sięgam po jakieś nowe produkty.
Pojedyńczy cień do oka z serii Couture eye shadow, w kolorze 620 Pastel pink zgarnęłam od koszyka bez wcześniejszego testowania. Urzekł mnie delikatnym połyskiem setek maleńkich drobinek, to wszystko na jasnoróżowej bazie wydawało mi się odpowiednie do wiosennego makijażu.
ObrazekKoszt to ok. 20zł.  Cień jest dość duży i podejrzewałam, że będzie wydajny. Teraz już wiem, że nie będzie 😉 Ma dziwną konstystencję, zmienia się z kamienia w piaskowy pyłek, coś jak mąka, choc na szczęscie nie skrzypi między palcami 🙂
Ale nakłada się go dość trudno. Poza tym trzeba go nałożyć sporo by było cokolwiek widać.
ObrazekMa piękny kolor, na opakowaniu znajdziemy informację, że jest odpowiedni dla oczu zielonych, szarych i niebieskich. Właściwie pasowałby do każdego odcienia, bo po prostu znika 🙂 A skoro jest niewidoczny na powiece już po kilku godzinach, to można go łączyć z dowolną tęczówką.
Nie miałam dużych oczekiwań, chciałam by ten cień dał efekt delikatnego podkładu z połyskującymi drobinami. Za tą cenę powinien. Robi to jednak zdecydowanie na krótko.
Do opakowania dołączony był aplikator, ale zgubiłam go gdzieś i nie tęsknię za nim, gdyż cień najlepiej sprawdza się aplikowany palcem.
ObrazekDo plusów zaliczyć trzeba, że kosmetyk nie podrażnia oczu. Nie zbiera się też w załamaniach powiek ( po prostu znika). Nie zmienia koloru. Ma ładne, solidne opakowanie.
ObrazekNa dłoni przypomina mi wróżkowy pyłek. Byłby piękny gdyby tylko zadbano o odpowiednią pigmentację!
Miałyście jakieś cienie firmy Astor? Możecie jakieś polecić?

Reklamy