Tagi

,

Mój pierwszy i jak na razie jedyny, produkt z The body shop.
ObrazekStain, którego możemy używać do ust i policzków. 
Pojemność jest dość duża, bo wynosi 8 ml, a możecie mi uwierzyć, ze jednorazowo zużywa się bardzo mało produktu.
Aplikator, który jest dołączony do opakowania to fajna, miękka gąbeczka. Łatwo rozprowadzić nią niewielką ilość kosmetyku.
Jedyne co odstrasza to cena, ok. 50zł.
ObrazekObrazek
       Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy na żywo (zamiawiałam przez internet), sądziłam, że nigdy nie będę go używać.
Złote drobinki, które producent zmieszał z ładną bazą o rudawo malinowym odcieniu,  wprawiły mnie w lekki szok. Do dziś nie wyobrażam sobie tego złota na własnych ustach, ale skusiłam się by maznać nim policzku, gdy byłam opalona i efekt nie jest tak przerażający jak podejrzewałam, że może być. Mało tego, mogę chyba powiedzieć, że jestem zadowolona i gdy tylko dopadnie mnie wiosenna opalenizna sięgnę po produkt znów,a wtedy pokażę Wam próbkę na policzku!
ObrazekAplikacja jest dość przyjemna, spokojnie możemy sobie rozprowadzić róż na skórze, zanim zacznie zasychać.
Nie powoduje uczucia ściągnięcia. Ma dość intensywny, lekko owocowy,a lekko chemiczny zapach, ale szybko ulatnia się ze skóry.
ObrazekNajbardziej cieszy mnie, że na skórze widać malinowe odcienie, które nie ukazują się  zbyt intensywnie w opakowaniu. Gdyby kolory pozostały rdzawo-złote ten kosmetyk na pewno miałby ograniczoną liczbę odbiorców.
Na szczęście kolor jest piękny i chętnie będę po niego sięgać w słoneczne dni i letnie wieczory. Jestem pewna, że w sztucznym świetle też się spisze!
ObrazekJak oceniacie produkt? Miałyście z nim do czynienia? Macie na niego ochotę? Na zachętę powiem tylko, że występuje także w innych kolorach 😉

Reklamy