Tagi

,

Lubicie limitowane edycje kosmetyku? 
Ja nie. DLaczego? Problem powstaje gdy się w nim rozlubuję, co wtedy? Wspominam o tym, bo zauroczył  mnie limitowany kolor cienia do powiek Lorea’l z  limitowanej edycji L’or Electric.

Powstała przy okazji , a może z okazji festiwalu w Cannes, w 2012 roku. Podobno inspirowano się latami 80-tymi, stąd sporo w niej metalicznych kolorów.  Nieskromnie wspomnę, że kolor, który posiadam jest najpiękniejszy z całej  gamy. 

To All night Blue.

Obrazek

Obrazek

 

Na moich oczach granat wygląda świetnie. Jakoś lubi się  z żabim kolorem moich tęczówek. 🙂
Trzeba z nim jednak uważać, jest bardzo nasycony, bardzo intensywny i bardzo trudno zrobić nim lekki makijaż dzienny. Z natury wychodzi wieczorowy.
W opisie producenta wyczytałam, że cień wytrzyma jedenaście tysięcy mrugnięć. Nie sprawdzałam skrupulatnie, ale faktycznie nie ma tendencji do ścierania się czy rolowania, a jednocześnie bardzo łatwo jest zmyć go zwykłym płynem micelarnym.
Nakładam go palcem, jak zaleca producent, gdy robiłam to pędzelkiem osypywał się i drażnił mnie tym nieprzeciętnie. 

ObrazekKilka słów o konsytencji. Intensywność cienia przypomina hybrydę – intensywny kolor, pigmentacja jak przy cieniach sypkich, a jednocześnie konsystencja kremowego, a zarazem łatwo kruszącego się w palcach musu. Coś genialnego.
Pewnie z uwagi na te wszystkie achy i ochy cena cienia jest lekko odstraszająca. To ok 40zł. 
Ja swój kupiłam za… 9zł, na allegro :)) Wiadomo, należy doliczyć przesyłkę, ale to wciaż niewielka suma. Z pewnością dokupię więcej kolorów, choć staram się opanować, bo cień jest niezwykle wydajny i pewnie go nie zużyję do końca życia!

A Wy macie jakieś cienie z serii Infaillible? Lubicie?

Reklamy