Tagi

,

Wspominałam sobie dziś początki mojej przygody z makijażem. Początki demakijażu  również pamiętam. Chciałam się publicznie przyznać do grzechu przeciwko własnej twarzy – wierzcie lub nie, ale kiedyś zmywałam makijaż oczu… kremem  Nivea! Na szczęście szybko odnalazłam mleczka do twarzy i płyny do makijażu.

Tak więc… moja droga od kremu Nivea, przez mleczka, których moja skóa nie cierpiała, zakończyła się na płynach micelarnych, które moja skóra wyjątkowo lubi.

Dzisiaj pokażę Wam mój ulubiony płyn do demakijażu. Odkryłam go przypadkiem, a sięgnęłam po niego przez informację na opakowaniu o  braku sztucznych barwników, konserwantów i SLS-ów. Tych ostatnich w kosmetykach nie cierpię, moja skóra także.

DSCF4344

Nauczona doświadczeniem przed zakupem przeanalizowałam skład:

Aqua, Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Niacinamide, Arginine PCA, Sodium Hyaluronate, Argania Spinosa Sprout Cell Extract, Urea, Sodium Lactate, Allantoin, Lactic Acid, Isomalt, Lecithin, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Phenoxyethanol,Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropionol, Linalool.

Mimo iż widzę tu silny konserwant i trzy substancje zapachowe to reszta prezentuje się przyjemnie. Witamina B3, która zmatuje nam cerę i wyrówna niedoskonałości.

DSCF4347

Ważniejsze jednak od składu jest działanie na mojej skórze, a ta jest zachwycona kosmetykiem. Gdyby mogła, mruczałaby z przyjemności! A mówiąc poważniej i konkretniej  – odczuwam mocne nawilżenie, zero uczucia ściągnięcia, a w dodatku makijaż ( nawet wodoodporny) schodzi w mgnieniu oka.  Nie ma potrzeby silnego pocierania skóry, za co jest mi wdzięczna. Nie zanotowałam podrażnienia oczu, co jest wielkim plusem, bo fakt ten mi się zdarza  przy innych kosmetykach.

Na koniec największy z plusów. Płyn nie zostawia na skórze tłustego filmu, którego nie cierpię, może nawet bardziej niż śmierdzących kosmetyków.

Mogę Wam szczerze polecić ten pordukt. Ale jeśli macie swój ulubiony micel, to piszcie proszę. Chętnie poszukam czegoś zamiennego, gdy ten mi się znudzi.

Ps. Nie, nie ignoruję Walentynek. Przynajmniej na blogu. Mam dla was manicure, tak słodki, że Troskliwe Misie przy tym wymiękają. Ale pokażę go po weekendzie. Tak trochę po mojemu, na przekór.

Reklamy