Tagi

,

Dziś znów pokażę Wam lakier Orly, w moim ulubionym kolorze – granatu. Coś mnie tknęło by połączyć go z brokatowym topem z Sally Hansen, a co z tego połączenia wyszło zobaczycie poniżej.

Kilka słów o Orly, który choć piękny, jest dość trudny w obsłudze. Uwaga, będę trochę marudzić. Raz, że trzeba nałożyć trzy warstwy, dwa, że powinny one być cieniutkie. Trzy, że zmywa się źle, ponieważ mimo bazy pod lakier barwi płytkę, a w bonusie jeszcze skórki, jeśli nie będziemy uważać przy zmywaniu. Ale i tak jest piękny. Ślicznie migocze wynagradzając mi trud aplikacji.
Co do Sally Hansen, to buteleczka jest urokliwa. Prawdziwy gadżet dla sroki. I zestawienie kolorów w buteleczce jest idealny, według mnie. Śliczne migotki wręcz mówiły, zza szklanej ściany: „kup nas, musisz nas mieć...”.  Jest mały dramat przy zmywaniu, ale warto!

Chcecie zdjęcia, prawda? Oto zdjęcia!

Obrazek

Obrazek

Niestety dwa lakiery w duecie mi się nie spodobały. Jakoś lepiej wyglądały osobno w buteleczkach niż razem. Ok, ciut lepiej było wieczorem, w sztucznym świetle prezentował się lepiej. Chwilami nawet sama uśmiechałam się do swoich paznokci (wariactwo, wiem).

Obrazek

Obrazek

Z przyjemnych rzeczy muszę wspomnieć o cenach lakierów. Sally Hansen upolowałam, jak zawsze, na allegro, za jakieś 6zł, a Orly za 10zł w TkMaxie !
Też lubicie wyprzedażowe ceny lakierów? 🙂

Jak Wam się podoba duet na zdjęciach powyżej?

Reklamy